Jennifer Ehle o serialu "Duma i uprzedzenie"

Jennifer Ehle o pracy nad serialem BBC Duma i uprzedzenie, w którym wcieliła się w rolę Elizabeth Bennet.

Dlaczego chciała grać Elizabeth

Elizabeth to świetna rola. Pierwszy raz czytałam książkę, gdy miałam około 12 lat, była to pierwsza klasyka “dla dorosłych”, jaką czytałam. Wcześniej przymierzałam się do Wichrowych Wzgórz, ale nie mogłam tego zrozumieć – namiętność tam jest bardzo dojrzała. W przypadku *Dumy i uprzedzenia* potrafiłam zakochać się zarówno w Darcy’m, jak i w Lizzy. Nie marzyłam wtedy, żeby być aktorką, więc nie chciałam grać Lizzy, chciałam nią być. W rzeczywistości udawałam, że nią jestem przez kilka dni. Jest świetnym wzorem – jest niezależna, jest wolnym duchem w społeczności, która do tego nie zachęcała, co, jak sądzę, przemawia do współczesnych kobiet, bo mogą się z nią solidaryzować, łatwo jest się z nią utożsamić. Uwielbiam jej dowcip i inteligencję. Niewiele jest kobiet w literaturze, które są tak bystre jak ona. Nie jest typem ofiary.

Jennifer EhleTo miłe uczucie czytać książkę napisaną przez kobietę, którą można zrozumieć w wieku 12 lat wiedząc, że została napisana w 1813 roku. Człowiek zdaje sobie sprawę, że nie jest się jedyną osobą, która to wszystko czuje. Wspaniała jest też podróż przez stan zakochania – jest to takie figlarne, ale jednocześnie bezpieczne, nie dzieje się tam nic seksualnie niepokojącego. To wspaniała wizja. Gdy zaproszono mnie na zdjęcia próbne nie miałam pojęcia, ile innych potencjalnych Elizabeth było branych pod uwagę. Byłam zdenerwowana, ale podobało mi się to. Kostium niestety nie był zbyt pomocny, był tak ciasny, że nie dało się go dopiąć, a jeszcze miałam mieć z przodu przymocowany mikrofon! Za to peruka i charakteryzacja dużo mi pomogły. Nigdy się do tego wcześniej nie przyznałam, ale trochę oszukiwałam. Wiedziałam, że wszystkich martwi to, że jestem blondynką, bo uważali, że Lizzy powinna być brunetką. Dlatego też noc przed testami przyciemniłam sobie brwi i celowo nie umyłam rano włosów, żeby nie wydawały się zbyt jasne. Wszyscy powtarzali: „Nie wiedzieliśmy, że masz takie ciemne brwi, to świetnie! Będziesz dobrze wyglądać w ciemnej peruce!”. Mogłabym powiedzieć, że wszystko poszło świetnie, ale te kilka dni, które czekałam na werdykt, były niespokojne. Byłam podekscytowana, gdy agent zadzwonił i powiedział, że dostałam rolę. Rodzice zabrali mnie na kolację, żeby to uczcić. Czułam się jak najszczęśliwsza osoba na świecie, bo dostałam szansę, by całe lato być Elizabeth Bennet.

O nauce dialogów

To były najtrudniejsze dialogi, jakich kiedykolwiek się uczyłam. Szekspir to pestka w porównaniu z Jane Austen. Przede wszystkim zrozumienie zdania przychodzi na końcu, a zdania są znacznie dłuższe. Dopiero kiedy dochodziłam do końca zazwyczaj mówiłam „Teraz rozumiem!” I musiałam czytać od początku. Czasami myśli były dość zawiłe, dlatego potrzeba było czasu, by przywyknąć. Ale tak jak ze wszystkim, po jakimś czasie wszystko stało się łatwiejsze. To jak nauka obcego języka.

O czytaniu scenariusza

Czytanie scenariusza było przerażające. Byłam chyba drugą osobą, Lucy Davis [Maria Lucas] już tam była. Byłam sparaliżowana strachem przez większość czasu. Byłam świadoma, że wszyscy będą mnie oceniać, to było przerażające. Na dodatek wszystko zostało tak zorganizowane, że czułam się, jakbym występowała na scenie. Jeżeli mogę, zawsze siadam w rogu, gdzie mogę się schować, ale tu były kartki z imionami, więc nie mogłam tego zrobić. Gdyby mi pozwolono, to czytałabym z ubikacji!

O roli

Byłam podekscytowana, gdy zaczęliśmy kręcić. Wiedziałam, że będę miała tylko 5 dni wolnego podczas 5 miesięcy pracy, jako że Elizabeth pojawia się w niemalże każdej scenie, ale nie zniechęcało mnie to. Zanim zaczęliśmy, nauczyłam się dialogów na miesiąc pracy, dzięki czemu czułam się bezpiecznie oraz miałam dużo czasu, żeby poznać wszystkich na planie, zamiast ruszać po dniu pracy do hotelu i uczyć się kolejnych kwestii.

Potrzeba było dwóch godzin, by całkowicie mnie ubrać i ucharakteryzować, więc mój dzień zaczynał się wcześnie, między 5:30 a 6 rano. Ponieważ każdy czas wolny był wyjątkowo cenny, każdego dnia coraz szybciej pozbywałam się kostiumu i makijażu. Często wyjmowałam spinki z włosów siedząc w kąpieli. Uważałam się za najszczęśliwszą osobę na świecie, gdyż całe lato spędziłam jako Elizabeth Bennet. Jaka wspaniała rzecz! Jednak po dziesięciu tygodniach kręcenia poczułam się wyczerpana. Ludzie mnie pocieszali: „Wszystko w porządku, jesteśmy w połowie drogi”, lecz nagle wszystko zaczęło mnie przerażać. Elizabeth to wspaniała postać, lecz można się zakręcić, gdy przez długi okres czasu codziennie trzeba udawać kogoś innego, szczególnie, jeżeli samemu jest się fizycznie inną osobą. Na szczęście w tym okresie mieliśmy 5 dni prób w Londynie, więc dzień pracy był krótszy i mogłam mieszkać u siebie w domu. W każdej wolnej chwili spałam, żeby zebrać siły na zmierzenie się z pozostałymi dziesięcioma tygodniami. Musiałam nauczyć się wyznaczać sobie tempo i odpoczywać, kiedy to tylko było możliwe. Czasami potrafiłam zasnąć między scenami, gdy zmieniano oświetlenie. Raz nawet udało mi się zdrzemnąć między ujęciami!

Ostatnią sceną, którą kręciłam, była ta z lady Catherine de Bourgh. Gdy Simon [Langton, reżyser] krzyknął „Cięcie!”, byłam w szoku. Nie mogłam uwierzyć, że to już koniec. To było całkowicie inne od grania przez pięć miesięcy jednej sztuki w teatrze, ponieważ wtedy ma się czas dla siebie w ciągu dnia. To było pięć miesięcy z dala od normalnego życia, coś jakby było się na statku. Przyjemnie było wrócić do własnego życia, lecz było mi również smutno, że wszystko się skończyło. Moje lato spędzone jako Elizabeth Bennet było wspaniałe.

Tłumaczenie fragmentów książki: Sue Birtwistle, Susie Conklin, The making of Pride and Prejudice, Lodnon 1995.