Edukacja kobiet w epoce Jane Austen

W czasach Jane Austen kształcenie dziewcząt nie było w żaden sposób zorganizowane. Panny były uczone w domu przez rodziców (jak dzieci państwa Morland w Northanger Abbey czy panny Bennet w Dumie i uprzedzeniu), przez mieszkające z rodziną guwernantki (Emma Woodhouse czy panny Bertram z Mansfield Park) lub w prywatnych szkołach dla dziewcząt. Oprócz tego mogły mieć lekcje tańca czy muzyki z nauczycielami (ang. masters).

Nie było żadnego formalnego programu nauczania i ostatecznie wiedza, jaką posiadły młode damy, zależała od ich rodziców i opiekunów. Przegląd wiadomości, jakie mogły zdobywać młode panny, pojawia się w Mansfield Park, gdzie nastoletnie siostry Bertram dziwiły się niewiedzy Fanny Price, której dotychczasowa nauka obejmowała wyłącznie czytanie i pisanie:

[panny Bertram] uznały ją [Fanny] za niepospolicie głupią i przez kilka początkowych tygodni nieustannie przynosiły do salonu świeże informacje na ten temat. „Mamo, niech sobie mama tylko wyobrazi, że nasza kuzynka nie potrafi złożyć mapy Europy”, albo: „kuzynka nie potrafi wymienić głównych rzek Rosji”, albo: „nigdy nie słyszała o Azji Mniejszej”, albo: „nie wie, jaka jest różnica między kredkami a farbami wodnymi!” „Jakie to dziwne!” „Czy mama kiedy słyszała coś równie głupiego?” (…)
- Naprawdę, byłoby mi wstyd, gdybym nie umiała o wiele więcej, kiedy byłam od niej młodsza. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek w życiu nie wiedziała różnych rzeczy, o których ona nie ma najmniejszego pojęcia. Kiedy to było, ciociu, kiedyśmy powtarzały porządek królów angielskich, z datami wstąpienia na tron i najważniejszymi wydarzeniami za panowania każdego z nich.
- Tak - dorzuciła jej siostra - i cesarzy rzymskich aż do Sewerasa, oprócz tego tyle mitologii pogańskiej i wszystkie metale, i pół-metale, i planety, i najwięksi filozofowie.

Wykształcenie było często utożsamiane z tzw. talentami (ang. accomplishments), co ma odbicie w słowach pana Bingley'a oraz jego siostry:

- Wszystkie [młode panny] malują na drewnie, haftują parawaniki przed kominki i szydełkują woreczki na pieniądze. Nie znam chyba panny, która by tego wszystkiego nie umiała. Jestem też pewien, że nikt mówiąc mi po raz pierwszy o jakiejś młodej damie nie zapomniał nigdy nadmienić, że jest bardzo wykształcona. (...)
- Kobieta powinna posiąść dogłębnie muzykę, śpiew, rysunek, taniec i języki nowożytne, wówczas dopiero zasługuje na nazwę posiadającej kunszta. Poza tym w jej sposobie bycia, chodzeniu, w brzmieniu głosu powinno być coś, bez czego nie może w pełni zasługiwać na to określenie. (rozdział 8)

Jak wynika z tych wypowiedzi talenty obejmowały śpiew, grę na instrumentach, rysunek, znajomość współczesnych języków, głównie włoskiego i francuskiego, robótki ręczne, a oprócz tego również ładne pismo i umiejętność pisania ciekawych listów. Były to umiejętności ważne dla życia codziennego, ponieważ w ten sposób kobiety zapewniały rozrywkę sobie, rodzinie i przyjaciołom. Wśród bohaterek Jane Austen prawie każda posiada jakieś talenty - Marianne Dashwood gra na pianoforte, podobnie jak Elizabeth Bennet, Anne Elliot i Emma Woodhouse. Ta ostatnia również rysuje, tak jak Elinor Dashwood. Co je łączy to fakt, że robią to dla własnej przyjemności - jest to istotne, ponieważ dla wielu młodych kobiet talenty były wyłącznie sposobem na zrobienie jak największego wrażenia na potencjalnych kandydatach na męża i zdarzało się, że po ślubie porzucały te zajęcia, tak jak Lady Middleton z Rozważnej i romantycznej, która „uczciła swoje małżeństwo całkowicie rezygnując z muzyki” (r. 7). W tym kontekście interesujące jest Lady Susan z powieści pod tym samym tytułem na temat edukacji jej córki - uważała, że znaczenie talentów na rynku matrymonialnym jest bardzo złudne i ostatecznie nie od tego zależy powodzenie kobiet:

Pragnę, by nauczyła się tam przynajmniej z talentem grać i śpiewać (…) talenty są obecnie wykończeniem każdej młodej damy. Nie żebym broniła dawnej mody na znajomość wielu języków obcych i posiadanie rozległej wiedzy. To czysta strata czasu. Biegłość we francuskim, włoskim lub niemieckim, muzyka, śpiew, rysunek i tak dalej – wszystko to może zyskać kobiecie pewne uznanie, ale nie pomoże jej zdobyć ani jednego kochanka. Najistotniejsze i tak okazują się w końcu maniery i wdzięk.

W czasach Jane Austen istniał negatywny stereotyp „uczonej damy”. Zbyt duża wiedza nie była dobrze widziana u kobiet, co można wywnioskować z niektórych uwag pojawiających się w powieściach. W Emmie czytamy o pensji pani Goddard, w której „rozsądną dawkę umiejętności sprzedawano po rozsądnej cenie, gdzie można było umieścić córki, by nie zawadzały w domu i mogły zdobyć sobie nieco wykształcenia bez obawy, że powrócą pod dach rodzicielski jako geniusze”, zaś w Opactwie Northanger jest napisane wprost, że „Kobieta, która ma nieszczęście cokolwiek wiedzieć, powinna to najstaranniej ukryć”. Jednocześnie coraz częściej mówiło się o dużym znaczeniu czytania dla rozwoju kobiet (co było również ważnym elementem edukacji samej Jane Austen). W Mansfield Park czytamy o Fanny: „Edmund wiedział, że jest inteligentna, bystra i rozsądna, oraz że ma zamiłowanie do książek, które, właściwie ukierunkowane, może samo w sobie być edukacją”. W Dumie i uprzedzeniu pan Darcy stwierdza, że kobieta, oprócz wymienionych przez Bingley'a i jego siostrę talentów, powinna „doskonalić swój umysł jak najczęstszą lekturą”. To z pewnością robiła Elizabeth Bennet, która nie miała guwernantki, lecz w rozmowie z Lady Catherine podsumowała edukację swoją i swoich sióstr słowami: "która z nas chciała się uczyć, nie była pozbawiona środków. Zawsze zachęcano nas do czytania i miałyśmy wszystkich potrzebnych nauczycieli" (r. 29)". Z kolei w opowiadaniu Catherine z trzeciego tomu Juweniliów narrator krytycznie ocenił bohaterkę, która skupiała się na rozwijaniu talentów zamiast na poważniejszej lekturze:

Wszystkie te lata, która powinna była spędzać na zdobywaniu użytecznej wiedzy i rozwijaniu umysłu, były poświęcone nauce rysowania, języka włoskiego czy muzyki (…) dlatego w tej chwili posiadała wszystkie talenty, ciasny umysł nieulepszany lekturą, całkowicie pozbawiony gustu oraz umiejętności oceny.

W powieściach Jane Austen jest tylko jeden opis szkoły dla dziewcząt - jest to pensja pani Goddard w Emmie. Jest w nim zawarta krytyka "lepszych" szkół, która być może jest odbiciem opinii samej pisarki:

Pani Goddard była przełożoną pensji, nie szkoły ani zakładu naukowego, ani też żadnej z tych instytucji, głoszących w długich, bezsensownie kwiecistych zdaniach, że rozwijają talenty we wszelkich dziedzinach sztuki, zaszczepiając zarazem swoim wychowankom wytworne maniery oraz kształtując ich umysły i serca wedle nowych zasad i nowych systemów pedagogicznych, w których to zakładach młode panny, w zamian za olbrzymią opłatę, mogły tylko stracić zdrowie, a nabijać próżności.

Wzmianka o utracie zdrowia nie jest przesadzona, o czym świadczą zachowane relacje. W latach 80. XVIII wieku 7-letnia Elizabeth Ham została wysłana przez rodziców do Weymouth, na pensję prowadzoną przez panią Tucker. Warunki życia, według dzisiejszych standardów, pozostawiały wiele do życzenia – dziewczynki karmione były na zasadzie „czuj zapach sera, lecz jedz sam chleb”, a spały w pokoju dziennym, nigdy nie wietrzonym, w którym przebywały również w ciągu dnia, siedząc na drewnianych ławkach i całymi godzinami szyjąc. Gdy ich oczy były zmęczone na tyle, że nie mogły tego kontynuować, pani Tucker czytywała im fragmenty religijnej książki The Pilgrim’s Progress. Elizabeth została odesłana do domu, gdy zaraziła się świerzbem, lecz po wyzdrowieniu została oddana do jeszcze gorszej szkoły w Tiverton, prowadzonej przez dwie siostry. Tam musiała spać w jednym łóżku z kilka lat starszą dziewczynką, ponieważ uznano, że skoro obie były w Weymouth, będą dla siebie odpowiednim towarzystwem. Jednak starsza dziewczynka nad ranem zrzucała Elizabeth z łóżka, a ta musiała siedzieć na podłodze, trzęsąc się z porannego zimna. W szkołach bieganie było zabronione, co było utrapieniem dla dziewcząt wychowanych na wsi, które miały dużo okazji do zabaw nie świeżym powietrzu. Dziewczynki były nierzadko głodzone, gdyż właścicielki szkół same znajdowały się na granicy ubóstwa. W szkole w Tiverton śniadanie składało się z gorącej wody – dziewczęta same musiały zapewnić sobie herbatę – odrobiny mleka i bułki za pół pensa, z kolei na obiad dostawały gotowaną baraninę lub pudding z tłuszczem baranim. W porze herbaty również zapewniano wodę, oprócz tego przychodziła starsza kobieta, sprzedająca herbatniki, trzy za pół pensa. Na kolację składał się chleb, ser i cydr. Nauka obejmowała uczenie się na pamięć słownika, gramatyki i książki do geografii. Nie można było zadawać pytań. Rano czytywano Biblię, zaś po południu historię Anglii i Rzymu. Codziennie od 11 do 12 przychodził nauczyciel rachunków i pisania, zaś dwa razy w tygodniu nauczyciel tańca. Od czasu do czasu robiono dni wolne, gdy dziewczęta mogły odwiedzać okoliczne farmy, łapiąc trochę świeżego powietrza i mając szansę podjeść odrobinę gęstej śmietany.

Dziewczęta nie miały okazji pożalić się rodzicom na warunki panujące na pensji, ponieważ wszystkie listy były sprawdzane i wysyłane przez nauczycielki. Najgorszy czas dla Elizabeth był w czasie świąt Bożego Narodzenia, gdy wraz z kilkoma koleżankami nie tylko głodowała, ale i zamarzała. Gdy jednego wieczoru nauczycielki urządziły przyjęcie, Elizabeth zakradła się do ich pokoju i ukradła nogę pieczonej gęsi.

Jednak nie wszystkie dziewczynki trafiały do tak okropnych placówek. Pisarka Maria Edgeworth, która została wysłana do szkoły w wieku 7 lat, pozytywnie wspominała ten czas. Trafiła do "lepszej" szkoły, która rozwijała wszystkie talenty - dziewczynka uczyła się włoskiego, francuskiego, tańca, wyszywania i kaligrafii, a wieczorami, leżąc w łóżku, zabawiała swoje koleżanki opowieściami. Gorzej wspominała londyńską szkołę, w której zmuszano ją do noszenia drewnianych deseczek i metalowych kołnierzy, które miały poprawić jej postawę.

Zdarzało się, że w szkołach panowały epidemie chorób, a rodzice byli nierzadko informowani, gdy na pomoc było już za późno. Jane Austen o mało nie podzieliła tego losu - w 1783 roku wraz z siostrą Cassandrą i kuzynką Jane Cooper została wysłana do szkoły w Oxfordzie, jednak wkrótce jej właścicielka, pani Cawley, przeniosła się do Southampton, portowego miasta, przez które przewijało się wielu marynarzy wracających z odległych stron świata. Latem 1783 roku przynieśli ze sobą febrę. Siostry Austen i ich kuzynka zachorowały, a pani Cawley uznała, że informowanie rodziców nie jest konieczne. Szczęśliwie dla dziewcząt Jane Cooper zignorowała zakaz samodzielnego pisania do domu i wysłała wiadomość do swojej matki, mieszkającej w Bath, która wkrótce przybyła do Southampton z panią Austen. Dziewczynki wyzdrowiały, lecz zaraziły panią Cooper, która wkrótce zmarła. Mogło to być jedną z przyczyn niechęci Jane Austen do szkół dla dziewcząt.

Źródła

Ilustracja - fragment obrazu Portrait d'une artiste dessinant d'apres une antique Jeana François Sableta

Dalsza lektura

Dodaj komentarz